Powrót do korzeni.
Zrobiłem remanent w zasobach lodówki.
Nie, żebym sprawdzał żonę, czy dobrze jadłospis prowadzi!
Rzecz w tym, że w lodówce przechowuje się negatywy fotograficzne
(przynajmniej te, które mają żyć długo i być niezawodnymi w każdej sytuacji).
Wygrzebałem ich dość znaczną ilość a daty ważności przypomniały,
jak
przejście na fotografię cyfrową, znacząco ograniczyło mój kontakt
z tego typu materiałami światłoczułymi...
Przez minione lata bardzo sporadycznie sięgałem po sprzęt analogowy.
Właściwie czyniłem to jedynie fotografując dla siebie, do własnego albumu,
a że ostatnio
zdjęcia robię niemal wyłącznie zarobkowo, więc...
Cóż...
Zrobiłem selekcję, część klisz poszło w ręce znajomych fotografów
a dla siebie zostawiłem ulubione rodzaje filmów spośród barwnych
jak i tych podstawowych dla każdego fotografa - monochromatycznych.
Znów szaleję z body analogowym, niczym dziecko,
które po długim czasie odnalazło swoją ulubioną zabawkę.
:-)
Miałem wykorzystać negatywy, które zalegały w lodówce,
bo szkoda było wyrzucić do kosza.
Coś mi się jednak zdaje, że na tym się nie skończy...
:-)
Nic przecież nie jest w stanie zastąpić
tego subtelnego dźwięku przewijanego filmu,
następującego tuż po trzasku wyzwolonej migawki...
;-)
poprzednia
[1]
[2]
[3]
[4]
[5]
[6]
[7]
[8]
[9]
[10]
[11]
[12]
[13]
[14]
[15]
[16]
[17]
[18]
[19]
[20]
[21]
[22]
[23]
[24]
[25]
[26]
[27]
[28]
[29]
[30]
[31]
[32]
[33]
[34]
[35]
[36]
[37]
[38]
[39]
[40]
[41]
[42]
[43]
[44]
[45]
[46]
[47]
[48]
[49]
[50]
[51]
[52]
[53]
[54]
[55]
[56]
[57]
[58]
następna