Remont
No i po remoncie...
Mieszkanie prosiło się już o pieszczotę, więc czas został wyznaczony,
specjaliści zamówieni, rodzina wywieziona na wczasy
i stało się.
Co było do zrobienia – zostało zrobione...
Co było na koncie bankowym do wydania – wydane...
;-)
Dobytek ostatnich 10 lat spakowany w kilka pudeł,
zdawał się krzyczeć złośliwie:
- I po jaką cholerę wypruwasz sobie żyły...?! Tyle zapieprzania a masz tak niewiele!
Tiaaa...
Mawia się
mój dom moją twierdzą...
a tak naprawdę, to nawet po śmierci,
zatrzaśnięci pomiędzy kilkoma dębowymi deskami,
nie będziemy mogli mieć pewności,
czy nie odwiedzą nas hieny cmentarne...
Hmmm... Dlaczego o tym piszę?
Ano, podczas remontu parę pierdółek "dostało nóg"...
Przewinęło się przez mieszkanie kilka niezależnych osób
a nikogo za rękę nie złapałem, więc tych kilkaset złotych,
trzeba zwyczajnie w koszty materiałów wpisać...
Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to,
że byli u mnie "sprawdzeni" ludzie z tzw. polecenia,
którym niby dom można bez opieki zostawić...
Mam ograniczone zaufanie
dlatego wszystko, co wartościowe, było dobrze schowane...
Nie sądziłem jednak, że ktoś może połakomić się
na takie rzeczy, jakie zostały względnie na wierzchu...
Był to dla mnie szok...
Z żadnym "specem" nie targowałem się,
bo znałem ich jakość pracy i dostałem ich po znajomości
w terminie mnie pasującym (choć grafik mają napięty
i wiem że z trudem mnie weń wcisnęli),
a któryś miał jeszcze czelność "wzbogacić się" po kryjomu
cudzą własnością...
Tak, jakbym ja nie musiał na te rzeczy pracować...!
Ciekawe podejście – ma facet kasę na remont,
znaczy, że ma kasę na wszystko, więc ja sobie wezmę to i owo
a on sobie odkupi...
To nic, że aby sobie na te rzeczy pozwolić, musiałem ostro na nie pracować,
bo nikt mi tego w prezencie nie dał...!
Nigdy nie zrozumiem mentalności złodzieja...
Dobrze, że chociaż zabawnych sytuacji nie brakowało
w tym całym remontowym zamieszaniu...
:-)
Spec od mebli kuchennych, nazwany pieszczotliwie "Pan Porażka",
zaczął od tego, że w kuchni zaskoczyły go rury wodne.
Przed remontem przyjechał do mnie, by wszystko obmierzyć,
zaaranżować, rozrysować, itp.
Naturalnie robił to, gdy jeszcze były stare meble,
jednak nie zapytał nawet, którędy biegnie jakakolwiek instalacja!
Dopiero gdy przyjechał z gotowymi szafkami do zainstalowania,
rzekł:
-Panie! Porażka! Tego się nie da tu postawić! Przecież tu są rury!
... !
Później było:
- Porażka! Te ściany są krzywe! Sufit jeszcze bardziej! Tego się nie da tu powiesić!
... !
Naturalnie miałem kilka wizyt w specjalistycznych sklepach,
bowiem Pan Porażka nie mógł pomyśleć jednorazowo, co mu będzie potrzebne
i wyganiał mnie po różne dziwne rzeczy, tuż po tym, jak wracałem z wcześniej "zamówionymi".
Szlag mnie trafiał, bo pokonywanie odległości i korków warszawskich
nie należy bynajmniej do najprzyjemniejszych moich zajęć...
Czego jednak nie robi się, by zniwelować porażkę...?!
;-))
Ostatecznie wyszło dobrze, pomijając dziurę w świeżo wymalowanej ścianie
pomiędzy kuchnią a pokojem, bo Pan Porażka niechcący przewiercił się na wylot...
oraz niedokończonej wnęki w przedpokoju, której nie zdołał zabudować,
bo to była już "totalna porażka", gdyż wiertarka mu się nie mieściła między ścianami...
Dobra... nieważne... Nie mieściła się i już...
Ot, porażka jakich mało...
Dokończę sobie sam... Jak tylko chwilę czasu znajdę...
Czyli w listopadzie, po sezonie
ślubno-weselnym...
W końcu to tylko cztery miesiące funkcjonowania z rozbebeszonym przedpokojem...
Ważne, że pozostała część domu jest już nadająca się do użytkowania.
:-)
Reasumując, ktokolwiek pyta
REMONT ZOSTAŁ ZAKOŃCZONY
:-)
i oby szybko nie był potrzebny kolejny...
;-)
poprzednia
[1]
[2]
[3]
[4]
[5]
[6]
[7]
[8]
[9]
[10]
[11]
[12]
[13]
[14]
[15]
[16]
[17]
[18]
[19]
[20]
[21]
[22]
[23]
[24]
[25]
[26]
[27]
[28]
[29]
[30]
[31]
[32]
[33]
[34]
[35]
[36]
[37]
[38]
[39]
[40]
[41]
[42]
[43]
[44]
[45]
[46]
[47]
[48]
[49]
[50]
[51]
[52]
[53]
[54]
[55]
[56]
[57]
[58]
następna