W smolistej czerni nocy majaczą wspomnienia...
błądzące dłonie, mimochodem muskające się gorączką...
łomot serca pierwszego pocałunku w klatce blokowiska...
pierwszy niewinny raz... płochy... szybki... czysty jak łza...
...
Kiedy to było...?!
...
Życie przesypuje się przez palce każdego dnia
niczym szary piach nadwiślańskiej plaży...
Z każdym ziarenkiem zostawia coraz bardziej brudne ręce...
od dnia narodzin po ostatnie tchnienie...
...
Nieświadomi wagi jestestwa, stawiamy nagrobki samym sobie...
każdym słowem... każdym gestem... każdym zaniechaniem...
...
Znaczymy tyle ile pamięć o nas... ile ważą westchnienia...
ile przekleństwa i słowa ulgi, że już nigdy więcej...
...
wyblakłe zdjęcia... kilka zapisanych, pożółkłych kart...
i nasze dzieci...