Cisza
Wróciłem do pustego domu... Rodzina, pod moją nieobecność, gdzieś niedzielnie wybyła.
Cisza aż dzwoni...
Może to i lepiej, bo wcześniej nie miałem kiedy nawet myśli swych wyciszyć.
W uszach jeszcze dudni muzyka wczorajszego
wesela.
Ech, ten wczorajszy dzień...! Wszystko szło nie tak -
kamerzysta, jakby zupełnie wyłączywszy myślenie,
wchodził w niemal każdy mój kadr, deszcz lał się z nieba za każdym razem, gdy trzeba było
zmienić miejsce pobytu, a na sali weselnej zaczął szwankować jeden z zestawów
synchronizujących lampy doświetlające...
Jednym słowem
mordęga z czynnikiem ludzkim, pogodą i złośliwością przedmiotów martwych.
Szczęściem dziś fotografowanie poszło już przyjemnie. Taka mnie nawet naszła myśl złota,
że
chrzty to jednak najprzyjemniejszy rodzaj zarobkowego fotografowania. Standardowo są to raptem
dwie godziny poza domem, nie trzeba nikogo ustawiać, bo wszystko ma swój stały rytm wydarzeń,
a głównym bohaterem jest najwdzięczniejszy model, czyli dziecko. :-)
Od jutra ciąg dalszy obróbki zdjęć. Trzeba mi dokończyć materiał dla zeszłotygodniowych klientów
i zabrać się za
fotografie z dzisiejszej ceremonii.
Wczorajszą imprezę zostawiam na koniec, zwłaszcza że termin
zdjęć plenerowych prawdopodobnie
(ze względu na pogodę) sporo odwlecze się w czasie, a materiału we fragmentach oddawać przecież nie będę.
Tak czy siak, na dziś robotę skończyłem. :-)
poprzednia
[1]
[2]
[3]
[4]
[5]
[6]
[7]
[8]
[9]
[10]
[11]
[12]
[13]
[14]
[15]
[16]
[17]
[18]
[19]
[20]
[21]
[22]
[23]
[24]
[25]
[26]
[27]
[28]
[29]
[30]
[31]
[32]
[33]
[34]
[35]
[36]
[37]
[38]
[39]
[40]
[41]
[42]
[43]
[44]
[45]
[46]
[47]
[48]
[49]
[50]
[51]
[52]
[53]
[54]
[55]
[56]
[57]
[58]
następna