w ciszy błękitu siedząc nieruchomo
spokojna jestem nie myśląc o wszystkim
słońce łagodnie płynęło w mej twarzy
serce było szczęściem a uszy muzyką
księżyc co noc odwiedzał mnie w oknach
mych oczu nikt nie widział
gdy w drzwiach mego świata
zjawiłeś się ty
okrutna i zła
nieproszona
i nieunikniona
Chwile
życie sennego miasta
sunie senną ulicą
szarzy ludzie nurzani w szarą nicość
suną od ranka do ranka...
równie szarego jak tło całe
i równie małego jak wszystko jest małe
wobec szarzyzny dnia codziennego